Maile i mailiki

Wysyłasz maile i masz wrażenie, że w próżnię, bo nikt nie raczy odpisać. Bo odpisać znaczy poświęcić trochę czasu. Czasem wystarczyłoby dwie minuty. Zwykłe dwie minuty. Nawet jeśli odpowiedź miałaby być negatywna, to lepsza taka niż żadna.

I kiedy tak człowiek nie otrzymuje żadnej odpowiedzi, jego dobry humor szybko mija. Samoocena też nie jest najwyższa, a wiara we własne uzdolnienia i umiejętności zostaje zachwiana.

A ty człowieku piszesz dalej i dalej. Skutków nie widać, ale ciągle molestujesz mailami wszystkich i wszystko dookoła. I nadal się łudzisz, że coś  z tego będzie.

Pisz i czekaj, może się doczekasz, o ile wcześniej nie sczeźniesz.

Reklamy

Burza w szklance wody

Jak to niewiele nam potrzeba. Jedno słowo i od razu w ripoście leci cały potok słów.  I jakby się nad tym dłużej zastanowić, to tkwi  w nas ta cecha jak zadra. Na zarzuty odpowiadamy zarzutami, na obelgi obelgami. Z taką przeraźliwą łatwością stosujemy zasadę z Kodeksu Hammurabiego: oko za oko, ząb za ząb. Ważne by się  odgryźć, by moje było na wierzchu. Ot, taka nasza narodowa cecha.

I zwykle nie interesuje nas czy do końca tak warto udowadniać, że nie jest się wielbłądem. Może warto po prostu robić to, co się lubi i dążyć do swoich  wyznaczonych celów.  I absolutnie, pod żadnym pozorem, nie dawać  się  ponieść emocjom, które potrafią nagle wywołać u nas  nieprzewidziane reakcje.  Ponieważ te emocje jak przyszły tak pójdą. Wiadomo przecież, że ktoś uderzy w stół,  a nożyce się odezwą. Taki naturalny stan rzeczy. Ale czy czasem nie jest to burza w szklance wody? Czy aby czasem nie warto odpuścić?

Amen.

Zima

Brrrr, nie cierpię zimy. Trzeba się ubierać w czapki, kurtki, szaliki i inne takie. A to wszystko trwa. Nie można trzasnąć drzwiami i wyjść. Najpierw godzinę trzeba się przygotowywać by wystawić nos na mróz.  Idealnie byłoby gdybyśmy się przy tym nie spocili. Marzenia ściętej głowy, oczywiście.  Zanim wyjdziemy czujemy jak po naszych plecach płynie  mokra strużka. Nie ma już jednak czasu by się rozebrać, umyć i przebrać, więc w tych mało komfortowych warunkach opuszczamy domostwo. A przecież to jest istna męka. Zimy powinni zakazać.

Jak już człowiek wylezie na zewnątrz to po kostki brodzi w śniegu, bo chodniki nie są przystosowane do chodzenia. Wszystkim wiadomo, że po chodnikach się lata a nie chodzi.  Tak więc w najlepszym przypadku tylko utoniemy w śniegu i zmoczymy ubranie wraz z  butami, w najgorszym  coś złamiemy i wylądujemy w szpitalu.  Proza i szkoła życia w jednym.

Natomiast jedynym i niezaprzeczalnym plusem tej całej zimy jest to, że czytam więcej niż w i ciepłe dni. Ta pora roku sprzyja spotkaniom z literaturą, tą bardziej  i mniej wymagającą. Mogę bez skrupułów zakopać się pod kocem i czytać  tym samym ucierając zamarzniętego, marchewkowego nosa bałwanowi, który stoi za oknem.  To uczucie pocieszenia, które towarzyszy konsumowaniu słowa pisanego może być wzmocnione wyłącznie przez coś smacznego i ciepłego do jedzenia bądź picia.

I w  zasadzie  tak brzmi moje postanowienie  w  Nowym Roku: nie dam się zimie, nie dam się tej niskiej temperaturze, bo mam je głęboko gdzieś. Mam swój świat i tego się będę trzymać. Nie straszne mi chodniki i złamania. Zima po prostu ze mnę nie wygra.